piątek, 22 września 2017

Cesarskie cięcie - cała prawda o nim

W ostatnim czasie dostałam masę pytań o moje cesarskie cięcie. Dlaczego cesarka? Jak je zniosłam? Jak to wyglądało? Bez ściemy i owijania w bawełnę.

Do porodu poprzez cesarskie cięcie zwykle są konkretne zalecenia, chociaż często słyszy się, że kobiety bardzo chcą w ten sposób rodzić, ponieważ boją się porodu naturalnego. U mnie nie było "widzimisię", tylko konkret - zalecenia okulistyczne. Kilka lat temu miałam zabieg laserowej korekty wzroku, moja wada była na tyle skomplikowana, że lekarz po prostu poród w ten sposób zalecił. W trakcie ciąży oczywiście musiałam udać się na kontrolną wizytę, by uzyskać to zalecenie "na papierze". Jednak nie martwcie się na zapas, jeśli taki zabieg przed lub za wami - on nie przekreśla szans na poród naturalny. Na to składa się ogrom czynników - wada wzroku, kiedy zabieg został przeprowadzony, okres rekonwalescencji, zatem nie poród naturalny nie jest wykluczony.


Jeśli już mamy powód, dla którego tak a nie inaczej nasze dziecko ma przyjść na świat, ukazuje się nad głową olbrzymi znak zapytania, a my bijemy się z myślami jak to będzie? Zacznijmy więc od początku - wybrałam szpital (tutaj filmik, w którym o nim opowiadam), po rozmowie z Panią  Anestezjolog okazało się, że najlepszą formą znieczulenia dla mnie będzie ta najczęstsza, czyli znieczulenie zewnątrzoponowe (od pasa w dół). To znieczulenie wbrew panującym mitom jest na prawdę dla nas bezpieczne (jak przy każdym zabiegu czy operacji musimy się liczyć z komplikacjami, ale w większym stopniu prawdopodobieństwa nic złego się nie wydarzy). Cały proces wkłuwania znieczulenia w kręgosłup jest bezbolesny i na bieżąco instruowano mnie, co mam robić. Później czuć już tylko jak z minuty na minutę tracimy władzę w nogach. Rozpoczęła się akcja nacięcia. Cały czas czułam dotyk lekarzy, jednak bólu nie czuć wcale. Dziecko pojawiło się na świecie i tak na prawdę cały proces cięcia na sali operacyjnej był najmilszy. Schody zaczęły się później.

Gdy znieczulenie odpuszczało dostałam leki przeciwbólowe w kroplówce. Później miałam informować położne, gdy ból stawał się silniejszy i znów podawano leki, które go uśmierzą (wciąż w kroplówce). Ból jest dziwny - przeszywające pieczenie. Zabieg miałam o 14:45, a jakoś po 21:00 była pierwsza próba wstawania i kąpiel (w tym szpitalu wychodzono z założenia, że trzeba się możliwie najszybciej "rozchodzić"). Udało mi się wziąć prysznic, jednak zaraz po nim zrobiło mi się słabo, więc musiałam nadal leżeć. Rano kolejna próba wstawania - słabo zrobiło mi się już gdy usiadłam, zatem znów leżenie. Po południu udało mi się wstać i już od tej pory mogłam się samodzielnie poruszać. Generalnie leżąc koszmarem jest obrócić się, poderwać do wstania - rana ciągnie niemiłosiernie. O wzięciu samodzielnie dziecka na ręce w pierwszej dobie nie było mowy. Dopiero kolejnego dnia pod wieczór odważyłam się spróbować i od wtedy mi się udawało i sama mogłam przystawiać córkę do karmienia. Jednak to w dużej mierze zależy od nas samych, ponieważ Pani, z którą leżałam na sali do końca pobytu nie dała rady dźwignąć dziecka i prosiła o pomoc położne.

Trzeciego dnia pod wieczór wyszłam do domu z zaleceniem, że jeśli rana będzie solidnie doskwierać, mogę zażywać np. Apap. Nie przesadzałam z tym jednak i sięgałam po niego głównie na noc, bo najgorzej było, jak ranę się "zleżało". W ciągu dnia chodząc nie była tak dokuczliwa. Ale dopiero w domu odczułam konsekwencje i wady porodu poprzez cc. Nie miałam sterowanego pilotem łóżka, które mimo wszystko ułatwiały wstawanie, nie miałam położnych na wezwanie. Musiałam wszystko przy dziecku zrobić - obowiązki domowe jak się domyślacie nie wchodziły w ogóle w grę. Pomocy potrzebowałam także przy kąpieli maleństwa. Tutaj nie jesteście w stanie pochylić się nad wanną i trzymając umyć dzieciątko. Po około dwóch tygodniach odważyłam się na pierwszą jej kąpiel. Jeśli chodzi o ubrania, cieszyłam się, że było ciepło i mogłam wskoczyć w sukienki. Generalnie spodnie, czy legginsy koszmarnie uciskały ranę i nie byłam w stanie ich nosić.

Ból fizyczny w tym wszystkim mocno wpłynął też na psychikę. Byłam przerażona, bałam się, jak poradzę sobie z prowadzeniem domu i opieką nad dzieckiem - ból przewyższał moje racjonalne myślenie. Zapomniałam w tym amoku o tym, że przecież kiedyś boleć przestanie! Z najdrobniejszej rzeczy robiłam ogromną panikę. Radość i rozpacz mieszały się nawzajem. I tylko najbliżsi wiedzą jak wiele łez wylałam, zanim w 100% zaczęłam cieszyć się macierzyństwem. Myślę, że na ten zły humor wpływ miało to, że ponad pół dnia byłam sama, obolała w wielkim domu, przez to wszędzie miałam daleko, a dziecko wymagało stuprocentowej uwagi.

Szwy miałam rozpuszczalne, więc tylko po tygodniu od zabiegu byłam na kontroli, która była pozytywna, więc to było budujące. Jednak ogólnie takie pełne dojście do siebie zajęło około trzy tygodnie. Owszem, jest to ból do przeżycia, a z czasem pewnie odejdzie w zapomnienie, jednak trzeba się liczyć z tym, że jest to ogromna ingerencja w nasz organizm i tylko od niego zależy jak przez to przejdziemy. Nikogo oczywiście nie chciałam przestraszyć - jednak skoro dostałam prośby o opowiedzenie mojej historii, robię to bez ściemy. Zresztą są sytuacje, gdzie strach już niczego nie zmieni i tak jest w tym przypadku, więc zaciskamy zęby i musimy dać radę! W końcu jesteśmy mamami - najsilniejszymi istotami na tej planecie ;-).

11 komentarzy:

  1. Myślę, że to wszystko zależy od wielu, wielu czynników, a przede wszystkim tego, jaki kto ma organizm i jak ten organizm zareaguje. Mnie rana po cc nie bolała nic a nic, jedynie przez pierwszy dzień przy gwałtowniejszym śmiechu. Potem w ogóle nie wiedziałam, że ją mam, zagoiła się też w ekspresowym tempie, natomiast miałam ogromne problemy z pełnym wybudzeniem się z narkozy po porodzie, bo miałam cc w narkozie i z karmieniem potem piersią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, tak jak pisałam wszystko jest uwarunkowane indywidualnie, jedni znoszą coś gorzej, a drudzy to samo fantastycznie, zatem nie ma reguły. Ja podzieliłam się z Wami typowo moimi odczuciami :) Ale zazdroszczę, że rana kompletnie Cię nie bolała! :*

      Usuń
  2. Oj kurcze, dużo nasłuchałam się o cesarskim cięciu od klientek i koleżanek i aż mnie ściska. Nie wiem jak będzie dane mi rodzić w przyszłości, ale chyba wolałabym naturalnie.. Trzymaj się, buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, tutaj ingerujemy w naturę, więc jest nieco trudniej dojść do siebie, ale co nas nie zabije to nas wzmocni, jako kobiety jesteśmy wszystko poświęcić dla dziecka :) :*

      Usuń
  3. Czytajac ta wypowiedz trzeba caly czas pamietac, ze ta sa subiektywne odczucia pisane przez osobe, dla ktorej byla to pierwsza taka sytuacja bez zadnego porownania.
    Ja pierwszy raz rodzilam normalnie, drugi raz mialam cesarskie ciecie. I uwierzcie mi, gdybym miala trzeci raz wybierac w zyciu bym nie rodzila naturalnie. Wole bol po operacji (ostatecznie cesarskie ciecie jest, jak by nie bylo operacja wiec dziwie sie osobom, ktore chcialyby natychmiast wstac z lozka) niz bol przed rodzeniem naturalnym.
    Poza tym jest psychiczna ulga, ze dziecku nic sie podczas porodu nie stanie.
    I tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja nikogo nie zrażam, ani też nie zachęcam do porodu poprzez cc - opisałam TYLKO i WYŁĄCZNIE moje doświadczenie w tej kwestii ;-)

      Usuń
  4. Mnie zmobilizowal do napisania wielce mylacy tytul.
    Powinno byc nie tak - "Cesarskie ciecie - cala prawda o nim" (tytul kategorycznie oceniajacy calosc), a "Moje cesarskie ciecie - cala prawda o nim" (i wszystko jasne).
    Bo piszesz, ze nikogo nie zrażasz ani nie zachecasz, a tu np. Ewu sie niepotrzebnie przestarszyla :)
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny wpis, naprawdę bez ściemy i szczerze, dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja miałam dwa naturalne. I gdybym mogła cofnąć czas wolałabym cc. Tu mi raczej nie chodzi o ból, bo ból jest do zniesienia, ale o komplikacje. Po drugim porodzie, a miałam na prawdę szybkie porody zdecydowałam się na zabieg Mona Lisa Touch. Niestety narządy dość mocno się opuściły. O tym się nie mówi, ale po naturalnym często pojawiają się po tym problemy z trzymaniem moczu. Żeby tego uniknąć zdecydowałam się na laser, co po pierwsze jest kosztowne, a po drugie nie jest powiedziane, że nie będzie do powtórki w przyszłości. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, a warto o tym wspomnieć, bo wiele kobiet niestety nie jest świadomych :( Pozdrawiam kochana ;*

      Usuń

Instagram