niedziela, 23 lipca 2017

Studia językowe - na co trzeba się przygotować? | filologia germańska

Niewątpliwie studia językowe są wciąż jednymi z najpopularniejszych, ale i też wywołują masę wątpliwości i niepewności, bo czego możemy się spodziewać podejmując taki kierunek? Ja osobiście wybrałam filologię germańską, ale przypuszczam, że podobnie jak na niej może być na innych filologiach. Zatem dziś o tym, z czym musiałam się zetknąć i czemu stawić czoła na germanistyce.

Zacznę od tego, że nigdy nie było mi dane pobyć w Niemczech dłużej, aby szlifować język. Moja wiedza opierała się na tej ze szkoły, korepetycji i na tym, czego dowiedziałam i nauczyłam się sama. Nie umiałam mówić biegle, konwersować, raczej tylko opowiadać bądź wypowiadać się na dany temat. 

Podjęłam się studiów zaocznych na Uniwersytecie Zielonogórskim. Tam po pierwszym semestrze każdy z nas miał zdecydować o swoim profilu zawodowym, a więc czy kontynuujemy studia pod kątem nauczycielstwa, czy może tłumaczeń. Ja od początku chciałam wykształcić się na nauczyciela (tutaj mamy dodatkowy blok zajęć psychologiczno-pedagogicznych, ale jeśli wykształcimy się na tłumacza i już po studiach zechcemy jednak uczyć, musimy zrobić po prostu taki kurs psych.-ped., aby uzyskać uprawnienia). Nie sądziłam, że na tej uczelni czeka mnie orka na ugorze... Byłam najmłodsza w całej grupie, wśród osób dojeżdżających z Niemiec, niegdyś tam pracujących, bądź z certyfikatami Goethego, zatem oni swobodnie po niemiecku mogli się porozumiewać. Ok, nie wszyscy, ale nas "laików" była garsteczka, no więc wykładowcy absolutnie nie mogli zniżyć się do poziomu naszego, żeby nie zanudzić większości. Zajęcia od razu były prowadzone po niemiecku - wszystkie, bez wyjątku. Robiłam notatki, zapisywałam słowa "klucze", a w domu po zjeździe po prostu wszystko tłumaczyłam, opisywałam na nowo, żeby dokładnie rozumieć i wiedzieć co było na zajęciach. W międzyczasie odpadały kolejno osoby, zwykle poddając się przez nadmiar nauki. Ja szłam w zaparte - chciałam skończyć semestr, po którym miałam dalszy plan na siebie. 
Moje życie wtedy to był zjazd-nauka-praca-zjazd-nauka-praca. Ale uwierzcie mi, że sama siebie podziwiam, że się nie poddałam i nie zniechęciłam. Jednak uwielbienie do tego języka wygrało. Fakt - był ogromny plus takiej męki - stałam się bardziej obyta z językiem, pewniejsza siebie i łatwiej przychodziło mi konwersowanie. Z zajęcia na zajęcia rozumiałam więcej i więcej. Pięłam się do góry.

Po pierwszym semestrze jednak postanowiłam przenieść się do Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych (obecnie są wygaszone, więc pozostaje nam germanistyka tylko na uniwersytetach) w systemie dziennym i to była najlepsza decyzja. Co prawda musiałam nadrobić różnice programowe, ale wykładowcy podeszli do tego przychylnie i miałam na to prawie cały semestr. Kolegia kształciły z ogromnym naciskiem na to, abyśmy wyszli nie tylko jako dobrzy językowcy, ale też nauczyciele. Praktyki w szkole pod czujnym okiem opiekuna (wykłądowcy) (na uniwersytecie raczej nikt was nie pilnuje, prócz nauczyciela, u którego możecie praktyki odbywać), prowadzenie lekcji w szkołach w ramach zajęć, gdzie obserwowani byliśmy również przez swoją grupę, a po powrocie do kolegium omawialiśmy wszyscy wraz z wykładowcą przebieg lekcji. Zajęcia również odbywały się po niemiecku, ale to już mnie nie przerażało - przywykłam. Grupa była zbliżona wiekowo, więc było mi o wiele raźniej. Poziomy naszej wiedzy nie były aż tak różne, a zbliżone, zatem wykładowcy nie musieli go na siłę zawyżać, a szli zgodnie z rytmem i rozkładem. W końcu byłam w odpowiednim miejscu. 

Później studia magisterskie wybrałam, jak większość osób z naszego kolegium, na Uniwersytecie Wrocławskim w systemie zaocznym. Po pierwszym roku już pracowałam w szkole, zatem kontynuowałam je już jako nauczyciel. Tutaj zajęcia także odbywały się w języku niemieckim - po pierwszym semestrze tak na prawdę można przesiąknąć tym i popaść w rutynę, więc później jest to dla was naturalne, że polskiego nie usłyszycie, chyba, że na zajęciach z bloku psychologiczno-pedagogicznego. 

Jednak wracając do sedna sprawy, co prócz zajęć prowadzonych w języku niemieckim i tym samym "zmuszania" nas do myślenia i wypowiedzi już w języku obcym czeka nas na takich studiach? U nas zdarzyło się, że prowadziliśmy zajęcia dla grupy (po niemiecku), wypowiadaliśmy się na dłuższe tematy przed grupą, mieliśmy sporo prac do pisania, które przygotowywały nas w dużym stopniu do pisania prac, najpierw licencjackiej, a później magisterskiej. Rozwijaliśmy czytanie i słuchanie ze zrozumieniem, gramatyka była i praktyczna i opisowa, zatem uczyliśmy się reguł, nie zawsze zbyt ciekawych i zagłębialiśmy się w gramatyczne szczegóły. Oczywiście zajęcia związane z kulturą i historią niemiecką oraz fonetyka także nas nie ominęły.

Jak widzicie studia językowe uczą nas przede wszystkim samorozwoju, konsekwencji i systematyczności. Jest na nich co robić (pewnie jak na każdych studiach), ale tutaj cały czas z tyłu głowy musimy mieć, że nasza praca licencjacka czy magisterska powstaje nie w języku polskim i również nie po polsku będziemy jej bronić. Ale wszystkie te lata spędzone na uczelni, jeśli dobrze wykorzystamy, to dobrze nas do tego przygotują. 

poniedziałek, 17 lipca 2017

Torba do szpitala (porodu)

Przyszedł już czas, że moja torba porodowa musiała zostać spakowana i pozostaje jej czekać na ten ważny dzień. To co ze sobą zabierzemy zależy oczywiście od wielu czynników, jednak w większości przypadków zawartość torby jest bardzo podobna. Ja nie będę rodziła w szpitalu państwowym, zatem sporo rzeczy będę miała do dyspozycji na miejscu i nie muszę się o nie martwić. Dodatkowo z mojego szpitala otrzymałam listę z wypisanymi rzeczami, które powinnam zabrać, a więc dodatkowo ułatwili mi sprawę, ponieważ nie muszę rozpamiętywać i przypominać sobie, jakie pomoce oferuje mi szpital.


Przejdźmy więc do zawartości mojej walizki, a na końcu wypiszę rzeczy, które dodatkowo zabrałabym, gdybym rodziła w szpitalu państwowym.

Rzeczy dla dziecka:
- 5 kompletów ubrań, w większości pajacyki (poza jedną parą wszystkie kupione przeze mnie mają doszyte do rękawków "niedrapki") w tym ubranie na wyjście
- 3 czapeczki - jedna z wiązaniem i dwie bez
- 1 para skarpetek (akurat jeden zestaw ubrań ich wymaga, reszta ubranek ma kryte stópki)
- 1 para rękawiczek "niedrapek"
- pampersy Dada rozmiar 1 w małej paczce
- chusteczki nasączone w 99,9% czystą wodą WaterWipes
- 2 zwykłe, białe pieluszki tetrowe
- 3 pieluszki bawełniane
- 2 pieluszki flanelowe
- rożek niemowlęcy
- smoczek (z tym różnie bywa, nie planuję podawać, ale nie wiadomo czy nie będzie trzeba)
- butelka Philips Avent najmniejsza
- maść przeciw odparzeniom Bepanten Extra
- krem do twarzy i ciała Hipp
- kilka patyczków kosmetycznych dla dzieci
- nożyczki do paznokci (niekiedy jest potrzeba, aby paznokcie obciąć maluszkowi po narodzinach, więc wolę mieć do tego celu własne)
- rożek niemowlęcy

Rzeczy dla mnie:
- 3 koszule rozpinane do karmienia (szpital oferuje koszule, jednak potraktuję je jako takie w razie czego, gdyby moje się np. zabrudziły)
- kapcie
- klapki pod prysznic
- kosmetyki, których używam na co dzień (szpital oferuje te podstawowe, jednak co swoje, to swoje :)): żel pod prysznic, szampon, odżywka do włosów, żel do higieny intymnej, płyn micelarny, żel do mycia twarzy - wszystko przelane do małych, podróżnych buteleczek
- gąbka do kąpieli, pasta i szczoteczka do zębów, waciki oraz patyczki kosmetyczne
- antyperspirant
- podkłady poporodowe (również oferuje mi je szpital, ale nie wiem tak na prawdę ile mi będzie potrzeba, zatem paczka wrzucona do torby nie zaszkodzi)
- końcówka laktatora Philips Avent pasująca do butelki wcześniej wspomnianej
- nakładki silikonowe na sutki
- wkładki laktacyjne
- majtki poporodowe jedno- i wielorazowe, skarpetki, biustonosze do karmienia
- ubranie na wyjście
- ładowarka do telefonu
- szczotka do włosów
- dokumenty (wyniki badań, karta ciąży, itd.)
- kilka paczek chusteczek higienicznych

Rzeczy, które dopakowałabym do szpitala państwowego:
- podkłady jednorazowe do przewijania
- podkłady jednorazowe na łóżko
- ręczniki - kąpielowy i do twarzy
- woda mineralna
- papier toaletowy, ręczniki papierowe
- szlafrok

Jeśli planujecie poród rodzinny, nie zapomnijcie również o rzeczach dla partnera/męża.
Oczywiście bliżej porodu rozeznam się jaka będzie pogoda i będę wiedziała czy ewentualnie dołożyć jakiś ciepły kocyk dla dziecka, bądź coś innego z ubranek. Jednak bazę spakowaną już mam, a dołożyć lub odjąć coś można w każdej chwili :).

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Wózek dla dziecka - jaki wybrać? Nasze kryteria!

Ile rodziców, tyle zdań na temat wyprawki idealnej. Wózek to również w internecie kwestia sporna i "mamuśki" potrafią wbijać sobie niezłe szpile. Ja jednak po długim namyśle postanowiłam, że podzielę się z Wami naszym wyborem, a w zasadzie najistotniejsze będzie to, na czym skupialiśmy się dokonując go. 

Teren
Jak już wiecie, mieszkamy na wsi, przed naszym domem rozciąga się droga z kostki brukowej, koło niej rozciąga się pasmo mające przypominać chodnik, jednak jest to połączenie ubitego piachu i trawy, a do normalnej ulicy i normalnego chodnika kawałek musimy przejść. Dodatkowo masa ścieżek leśnych, a więc powierzchnie rzekłabym trudne. Jeśli będziemy odwiedzać dziadków, wówczas przyjdzie nam spacerować po mieście, więc problem znika. Ale teraz potrzeba nam to jakoś pogodzić. Pewnie nie zdziwi was, że najpierw mocno pragnęłam Stokke. Jednak dość krótka gondola i aspekty amortyzacyjne szybko rozwiały mój zapał. Wiedziałam, że o ile w mieście byłoby super nim manewrować, o tyle na "naszych ziemiach" mogę mieć z tym problem, a męczyć się dla idei nie mam zamiaru. Wyczytaliśmy więc, że amortyzatory powinny być takie, które można samodzielnie regulować, a koła pompowane. Wówczas taki wózek powinien sprawdzić się zarówno na wsi jak i w mieście.

Składanie/rozkładanie i montaż elementów
Jako, że przez większą część dnia będę sama zajmowała się dzieckiem, a i często zmuszona będę podjechać to tu, to tam (tak, tak, uroki mieszkania poza miastem ;-)), zależało nam na tym, żebym nie musiała siłować się z wózkiem i z każdym jego elementem, aby był łatwy w montażu, składaniu i rozkładaniu. Znaczna większość wózków już taka jest, ale wiecie, to w niektórych trzeba ściągać torbę, która jest pod stelażem, a to gondolę trzeba "mocniej wyszarpywać". Ile wózków, tyle niespodzianek - po prostu.

Wersja 2w1
To jest również mocna kwestia sporna, bo często jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Jednak są pozytywne opinie i testy wózków 2w1, więc postanowiliśmy się "rozejrzeć". Oczywiście i tak każde dziecko jest inne, więc nigdy nie będziemy mieć pewności, czy nawet gondola się sprawdzi, a co dopiero spacerówka, jednak dużo dobrych opinii rodziców potrafi przekonać, że to nie jest aż takie zło i niekoniecznie musimy obstawiać się w dwa wózki. Czas jednak pokaże, czy ten wybór był słuszny, ale my żyjemy nadzieja, że tak. Fotelik zdecydowaliśmy się dobrać z innej firmy, bo jednak nie oszukujmy się - jeśli ktoś specjalizuje się w wózkach, niekoniecznie jest również specjalistą od fotelików i odwrotnie. Ale świetna sprawa, gdyż teraz za pomocą adapterów, fotelik możemy i tak wpiąć sobie w stelaż wózka.

Atesty, bezpieczeństwo, użyte materiały
Teraz większość wózków to wszystko posiada, więc na prawdę nie ma co się spierać i pouczać jeden drugiego. Jak ze wszystkim, to i tak ostatecznie zależy od dziecka, czy jego pierwszy pojazd mu się spodoba. Tkaniny nie przepuszczają promieni UV, materacyki są odpowiednio twarde i przystosowane do kręgosłupa naszej pociechy, spełniają przeróżne atesty i wymagania, więc z tym akurat nie ma najmniejszego problemu. Wnętrza możemy wypinać, prać i użytkować dalej. Osobiście zwracałam również uwagę na kolor i sposób czyszczenia wózka na zewnątrz, gdyż nie oszukujmy się - kurz, błoto i inne atrakcje na wsi są nieuniknione.

Wysokość i regulacja rączki, blokada kół - manewrowanie i prowadzenie wózka
Tutaj również trzeba wszystko dopasować pod siebie. Ja wzrostem może i nie grzeszę (165cm), za to mój mąż już tak (186cm), zatem wózek musiał być odpowiednio wygodny dla nas obojga jeśli chodzi o prowadzenie. Regulowana rączka pod każdym możliwym kątem daje nam możliwość idealnego dopasowania. Koła wózka można zablokować, więc przez ewentualny piach przejedziemy bez większych kłopotów, a i na normalnych drogach czy w mieście wózek sobie poradzi.

Do tego wszystkiego oczywiście dochodzi masa innych, większych i mniejszych kwestii, takich jak chociażby budżet przyszłych rodziców, ilość miejsca w bagażniku samochodu, itp. itd. Ja wymieniłam te najważniejsze dla nas. Jedno już wiemy - po doświadczeniu z wyborem pierwszego w życiu naszym i naszego dziecka wózka - na pewno: można zwariować! Wybór jest za duży, a co za tym idzie okropnie trudny. Mimo pewności w sklepie i po zakupie, nachodzą i tak wątpliwości. Jednakże teraz już wszystko w rękach najważniejszego testera wózka, czyli naszej kruszynki. My zrobiliśmy co w naszej mocy, aby dokonać według nas najlepszego wyboru. Ale wreszcie, na jaki model padło?

Źródło zdjęcia: Google grafika

Źródło zdjęcia: Google grafika
Anex Sport
Jeśli chodzi o torbę na rączkę, jest ona taka jak na pierwszym zdjęciu - cała czarna, bez lamówki. Kolor wybraliśmy czarny, co również może się spotkać z kontrowersją, jednak myślimy, że będzie najłatwiej go utrzymać w czystości, a i pięknie wyeksponuje wszelkie dodatki tekstylne. Dodatkowo mimo nazwy nadał wózkowi szyku i elegancji. Nam się podoba, oby również spodobał się naszej córeczce! ;-)

wtorek, 16 maja 2017

Drugi trymestr mojej ciąży

Czas pięknie mija nam na oczekiwaniu. Wraz z nim wzrasta niecierpliwość, ciekawość i chęć ujrzenia i przytulenia naszego małego cudu. Na tą chwilkę pozostaje nam jeszcze zaczekać, ale już zakończyliśmy drugi trymestr ciąży (13-26 tydzień)! Co się wydarzyło w tym okresie? Jak się czułam i jakie zmiany nastąpiły? Zapraszam do lektury!


Niesamowicie wyczekiwany moment, czyli pierwsze ruchy maluszka udało się poczuć w 18 tygodniu. To jest oczywiście indywidualna kwestia, zależy od samego malucha, ale też od nas, naszej budowy czy ilości tkanki tłuszczowej jaką posiadamy. Niektóre przyszłe mamy pierwsze ruchy mogą odczuwać dopiero w 24 tygodniu i nic w tym nieprawidłowego. Pierwsze ruchy są też na tyle delikatne, że łatwo je pomylić (zwłaszcza przy pierwszej ciąży) z pracą jelit.W 18 tygodniu nie miałam już wątpliwości, że to są właśnie one. 

Brzuszek zaczął się powiększać, ale dopiero w 6 miesiącu nie pozostawiał wątpliwości o stanie, w jakim aktualnie jestem. Wcześniej przy luźnych ubraniach można by pomyśleć, że za dużo zjadłam ;). Pozostając w temacie jedzenia apetyt zaczął dopisywać. Tak jak w pierwszym trymestrze mdłości od południa do nocy męczyły mnie niebywale, tak tutaj jak ręką odjął! W moim menu nie zabrakło oczywiście ulubionych przekąsek i zachcianek. 

Ten czas niestety nie okazał się zbyt łaskawy jeśli chodzi o wyniki krwi. Hemoglobina poleciała w dół (zjawisko niesamowicie powszechne  w ciąży), jednak niemalże od razu lekarz interweniował, przepisał żelazo i wszystko wracało do normy. Niekiedy bywa tak, że organizm ciężej bądź wcale nie chce przyswajać żelaza, mój na szczęście okazał się być łaskawy.

Chociaż wciąż na mojej liście od lekarza jest o wiele więcej zakazów niż przyzwoleń, to w tym czasie czułam się o niebo lepiej. Silniejsza, nie dokuczały mi tak zmienne nastroje, chociaż zdarzały się, ale rzadko no i ogółem mówiąc po prostu fizycznie i psychicznie czułam i czuję się bardzo dobrze. Wciąż sumiennie stosuję się do zaleceń lekarza i wszystko przebiega pomyślnie (odpukać w niemalowane).

2/3 czasu oczekiwania za nami, teraz uzbrajamy się w jeszcze więcej cierpliwości i czekamy jeszcze troszkę! 

czwartek, 27 kwietnia 2017

Kto mieszka w moim brzuszku? Czy płeć jest aż tak ważna i czy intuicja nas zawiodła?

Nadszedł długo wyczekiwany przez nas moment - poznaliśmy płeć naszego maleństwa. Na badaniu połówkowym dzidzia absolutnie nie w głowie miała pokazać kim jest, zatem zostaliśmy przetrzymani w niepewności. Ale jak to jest u nas z tą płcią? Czy to było dla nas aż tak istotne? 

Źródło zdjęcia: klik

czwartek, 6 kwietnia 2017

Haul #1, czyli zakupy ubraniowe i kosmetyczne

Na Instagramie spytałam Was, czy chcielibyście zobaczyć, co w ostatnim czasie udało mi się kupić. Chcieliście, więc przychodzę z pierwszymi na blogu zakupami. Trochę ubrań, trochę kosmetyków, więc zapraszam do oglądania!


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Ciąża a zmiany w garderobie

Czy ciąża oznacza rewolucję w naszej szafie? Oczywiście, chociaż nie zawsze jest aż tak drastycznie. Oczywiście kwestia "rośnięcia" mamy w ciąży jest zawsze indywidualna, ale dziś opowiem Wam jak to potoczyło i nadal toczy się u mnie, jeśli chodzi o ubrania.

Od lewej: F&F, F&F, butik osiedlowy